O autorze
Jestem absolwentem PAT w Krakowie (filozofia/psychologia/teologia). Studiowałem na Uniwersytecie Jagiellońskim retorykę, w Szkole Głównej Handlowej zarządzanie zasobami ludzkimi oraz zarządzanie jakością na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1991-2005 byłem księdzem w Kościele rzymskokatolickim. Obecnie jestem pastorem i prezesem Fundacji Centrum Rozwoju i Poradnictwa CEREO. Jestem mężem, ojcem i szczęśliwym, wolnym człowiekiem! Moją pasją są ludzie, pszczoły i ryby. Lubię też czytać i chodzić po górach.

Zgwałcony umysł.

wlacz_umysl
wlacz_umysl http://pixabay.com
Nie spodziewam się wiele ani po „Klerze” ani po klerze. Nie zanosi się na wielkie zmiany, bo wierni – poddani jaśnie panującego kościoła w Polsce mają zgwałcony umysł. Nie tylko przymykają oczy na grzechy (przestępstwa!) kleru, ale mają w nich czynny udział. Zgadzają się na to jaki kler jest, a kiedy trzeba, to nawet go bronią i chronią. Czasem poświęcają swoje dzieci „dla dobra kościoła” i milczą, kiedy powinni krzyczeć.

Kler nie dowie się z „Kleru” jaki jest. On wie przecież, jaki jest. Koledzy po fachu spowiadają kolegów i rozgrzeszają ich. Tak zwani „świeccy” też wiedzą. Kiedyś pytałem dziennikarza, dlaczego dzwoni do mnie tylko przy okazji kolejnej pedofilskiej afery z sutanną w tle, a nie zrobi śledztwa. Nie dostałem odpowiedzi. Wszyscy przecież wiedzą, ale nic z tym nie robią, bo tak jest bezpieczniej, wygodniej. Zrobił to Holender Ekke Overbeek dając głos ofiarom polskiego kościoła. Ale on nie jest Polakiem.
Można się dziwić, że większość Polaków – katolików milczy w sprawie przestępstw kleru. Mnie to nie dziwi. Kościół zwalnia z myślenia już od setek lat. Wieki indoktrynacji dają dziś efekt w postaci hipokryzji i zakłamania. Przykład? Kilka lat temu proboszcz podwarszawskiej parafii został zatrzymany podczas akcji policji… w burdelu. To, że był w stanie wskazującym, to drobiazg. W tym samym czasie, pewien mąż w tej wsi wyrzucił z domu żonę, bo zaszła w ciążę przy okazji przygotowań do pierwszej komunii dziecka… z wikarym tej parafii. W niedzielę, bo tych wydarzeniach przemówił proboszcz z ambony do wiernych. Wyjaśnił licznie zgromadzonym, że powodem jego przebywania w domu publicznym była ewangelizacja kobiet lekkich obyczajów. A jeśli chodzi o wikarego, to on się nie będzie wtrącał, bo to jego prywatna sprawa. Jest dorosły. Każdy przecież grzeszy! Wy nie?, powiedział.
Bierny (ale wierny) lud przyjął to nauczanie pasterza ze zrozumieniem. Nikt nie zaprotestował, nie zareagował (nie licząc plotek). Nikt z kościoła nie wyszedł ani w trakcie, ani po. Taca nie ucierpiała, dzieci przyjęły pierwszą komunię z namaszczonych dłoni księdza proboszcza.
Mam przeświadczenie, że cnotą Polaka – katolika jest bezmyślność i bezrefleksyjność. Kiedy słyszę, że ludzie stoją z trumną w bramie placu kościelnego, bo ksiądz zamknął drzwi świątyni, to chce mi się śmiać i płakać. Pytanie nie jest: Jakim prawem zamknął drzwi? Pytanie jest: po co tam stoją? Dlaczego pozwalają się bezkarnie obrażać, poniżać, wykorzystywać? Jakie więzy ich trzymają i co to są za więzy? Kościół trzyma swoich poddanych w poczuciu winy i strachu. To ksiądz przecież decyduje, czy ktoś jest wolny od grzechu, czy nie. Może odmówić chrztu dziecka i wysłać go do piekła. Może odmówić pogrzebu i wysłać go do piekła. Może odmówić ślubu, a jak nie będę mieć ślubu kościelnego, to nie ochrzci mi dziecka i znowu piekło… Tylko mało kto zadaje pytanie: A po co mi to? Po co mi właściwie to pokropienie i kadzidło? Czy rzeczywiście bez kapłana Bóg nas nie widzi i nie słyszy? Głęboko zakorzeniona religijność (nie mająca nic wspólnego z chrześcijaństwem) każe im to robić. Tak zawsze było, tak trzeba, tak należy. W tej wierze się urodziliśmy i w niej umrzemy. To są te ukryte związania. Nie dość, że głęboko ukryte, to jeszcze nie nazwane i nieuświadomione. Chcemy mieć rytuały. Bez nich nie umiemy funkcjonować, czujemy niepokój, nie potrafimy spać.
Zgwałcony umysł.

Przed kilkoma laty byłem dyrektorem chrześcijańskiej szkoły podstawowej w Krakowie. Trzeba zaznaczyć, że szkołę założyli protestanci, a katolicy zostali zaproszeni do współpracy. Stąd dzieci „katolickie” też chodziły do szkoły. Zaraz po mojej nominacji rodzice katoliccy zażądali od organu prowadzącego mojej dymisji. Szantażowali, grożąc, że zabiorą swoje dzieci ze szkoły (dotacje państwowe!). Organ prowadzący poprosił mnie o spotkanie z rodzicami w celu złożenia wyjaśnień i uspokojenia atmosfery. Podczas kilkugodzinnego spotkania, kilkanaście osób atakowało mnie w niewybredny sposób.
Pierwsza z matek – katoliczek:
- Jak pan śmiał wrócić do Krakowa. Pan był tu znanym księdzem. Jeszcze się pan chwali, że ma żonę i dzieci. Pan jest bezczelny.
Druga – pani psycholog:
- Skoro pan twierdzi, że był rzekomo molestowany, to obawiamy się, że będzie pan molestował nasze dzieci.
Kolejna – w kontekście moich studiów menedżerskich:
- Skoro pan jest tak dobrym menedżerem, to dlaczego od kilku lat nie może pan sprzedać swojego domu pod Warszawą?
Inna, w kontekście jednego z moich artykułów o odchodzących siostrach zakonnych w „Na Temat”:
- Żądamy natychmiastowej pana dymisji, bo jest pan wrogiem kościoła i nienawidzi pan zakonnic.
Kolejna – w kontekście mojej książki „Pod skorupą milczenia”:
- Wstydziłby się pan być dyrektorem chrześcijańskiej szkoły! Nasze dzieci łatwo poznają pana historię w Internecie. I co my mamy im powiedzieć?
Kolejna – z zaskoczenia:
- Dlaczego nie mówi Pan o Żydach – pedofilach, tylko o księżach katolickich. Żydzi też przecież molestują dzieci.
Cierpliwie odpowiadałem na te i podobne pytania. W końcu zapytałem:
- Może chcecie państwo, abym wam opowiedział o nastolatce, którą ksiądz zgwałcił w przykościelnym śmietniku?
Podniósł się wrzask. Rodzice szkolnych dzieci krzyczeli: „Nie chcemy tego słuchać!”
Zgwałcony umysł.
Jakiś czas później, podszedł do mnie ojciec jednego z dzieci i powiedział:
- Też jestem katolikiem, ale wstyd mi za tych ludzi.
Warto zaznaczyć, że ci, którzy żądali mojej dymisji, to w dużej mierze zaangażowani katolicy należący do wspólnot katolickich. Jednym słowem: elita.
Skąd ten atak i takie myślenie? O pewnych rzeczach się nie mówi. Nie należy mówić, nie wolno mówić. Wielu ludzi jest uwikłanych w proceder krzywdzenia dzieci. Albo sami zostali skrzywdzeni i zamknęli się w swoim niewypowiedzianym bólu. Albo sami krzywdzili, albo milczeli, kiedy dzieci były krzywdzone. To zbyt bolesna rana. Lepiej jej nie dotykać.
Opowiadał mi dziennikarz, który był z kamerą w Tylawie, że nigdy nie bał się tak o swoje życie, jak tam pod kościołem. Kobiety, które wyszły z kościoła, szarpały go i okładały parasolkami i torebkami. Obrzucały wyzwiskami. Niszczyły kamerę. Broniły księdza proboszcza, który wykorzystywał kolejne pokolenie dzieci. Bronił go również biskup zrzucając winę na dzieci i rodziców. Adwokat, który bronił księdza pedofila, jest dzisiaj motorem dobrych zmian w polskim sądownictwie. Natomiast matka, która stanęła w obronie własnej córki i oddała sprawę do sądu, musiała opuścić Tylawę. Dostała nauczkę.
Więc cicho! Nie mów o przekrętach finansowych, o nadużyciach seksualnych, o pijaństwie kleru. Bo to może się źle skończyć dla ciebie!
„Macki kościoła sięgają daleko, uważaj, bo stracisz pracę!” – usłyszałem kiedyś przestrogę. A poza tym to wszystko, to atak na Kościół. Bo przecież chodzi o margines, a Kościół w swej istocie jest święty. To Matka. A o Matce… Świeckich obowiązek bronić Matki. I bronią! Zgwałcony umysł.

Jest jeszcze drugie dno. Gdyby tak zwani świeccy uznali, że duchowni mogą być zagrożeniem dla ich dzieci, to musieli by coś z tym zrobić. Gdyby uznali, że instytucja jest chora, to musieliby coś z tym zrobić. Ale nie robią i mają święty spokój. I ciągle składają siebie i swoje dzieci na ołtarzu dobra Kościoła i świętego spokoju. „Nie moje dziecko, nie moja sprawa. Nie mój ksiądz, nie moja parafia, nie moja sprawa”.
Zgwałcony umysł.


Frekwencja na „Klerze” niewiele mówi o tym, czy Polacy – katolicy, zrozumieli przesłanie. Polacy zawsze chętnie zajmowali się klerem, żeby w najbliższą niedzielę zająć miejsca w kościelnej ławce. Frekwencja w Boże Narodzenie i Wielkanoc pokaże, czy chore więzy z chorą instytucją zostały choćby nadszarpnięte. Może być jak zwykle: pogadają, poplotkują, popsioczą, upuszczą trochę pary. Kiedy opadnie kurz po tłumach idących do kina pokaże się prawda o nas, Polakach. Czy jak przyjdą święta, niewierzący - ramię w ramię z tymi, którym wydaje się, że są wierzący - w oparach wódki znowu „pójdą do stajenki”, a potem wezmą plecionki i pójdą poświęcić jajka i kiełbasę?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...