O autorze
Jestem absolwentem PAT w Krakowie (filozofia/psychologia/teologia). Studiowałem na Uniwersytecie Jagiellońskim retorykę, w Szkole Głównej Handlowej zarządzanie zasobami ludzkimi oraz zarządzanie jakością na Uniwersytecie Warszawskim. W latach 1991-2005 byłem księdzem w Kościele rzymskokatolickim. Obecnie jestem pastorem w Kościele Chrystusowym w RP i prezesem Fundacji Centrum Rozwoju i Poradnictwa CEREO. Jestem mężem, ojcem i szczęśliwym, wolnym człowiekiem! Moją pasją są ludzie, pszczoły i ryby. Lubię też czytać i chodzić po górach.

WYDARZENIE, które zmienia

Są wydarzenia w naszym kraju, które wszyscy śledzimy, mówimy o nich i staramy się wyciągać jakieś wnioski dla siebie. Są wydarzenia, które odbijają się na naszym życiu tak znacząco, że trudno po nich żyć tak samo. Wydarzenie, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć miało tak ogromne znaczenie dla ludzi, którzy w nim uczestniczyli, w tym dla mnie, że życie nie tylko się zmieniło po nim, ale nabrało piękniejszych barw i nie sposób o tym nie opowiedzieć. Oto, co się wydarzyło!

5 lipca 2014 r. w Kościele Chrystusowym w Płocku miała miejsce konferencja nt. uzdrowienia. Poprowadził ją Pastor Leszek Korzeniecki i Iza Jachimiak z ekipą (Leszek i Iza to ludzie od książki „Czy Bóg ciągle uzdrawia?”). Janusz Bigda, znana postać muzyczna w świecie ewangelicznym, grał i śpiewał. Czekaliśmy na ten dzień długo i przygotowywaliśmy się do niego. W naszej wspólnocie od dawna narastało pragnienie takiej modlitwy i prosiliśmy o ochronę. Martwiło nas, że wszystkie nasze dzieci chorowały i wielu dorosłych też nie mogło uporać się z chorobami. Dużo modliliśmy się, pościliśmy, rozmawialiśmy o darach duchowych potrzebnych w posłudze uzdrawiania i prosiliśmy o nie, wołaliśmy do Boga w konkretnych przypadkach, nakładaliśmy ręce, czuliśmy troskę Boga, ale nie widzieliśmy realnej zmiany naszego położenia. Kiedy zatem przyjechali nasi goście, żeby modlić się nad naszymi chorymi, byliśmy wyjątkowo zdeterminowani, a jednocześnie zmęczeni złem, które nas atakowało.



Po dwóch sesjach wyjaśniających czym w sensie biblijnym jest uzdrowienie, Leszek Korzeniecki zaprosił ludzi, którym w tej chwili doskwierał ból. Wyszły trzy osoby z bólem kręgosłupa. Pastor chciał przy okazji wyjaśnić, że to nie jego ręce leczą, ale, że to Bóg uzdrawia i jest wierny swoim obietnicom zawartym a Biblii. Z naszej strony wystarczy wiara wielkości ziarnka gorczycy i gotowość skorzystania z tego, co Jezus już wysłużył dla nas na krzyżu. Wszyscy, którzy czytają Biblię znają stwierdzenie proroka Izajasza: Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie (Iz 53,5). Z tego wynika przekonanie chrześcijan, że Jezus wziął na krzyż nie tylko nasze grzechy (zło, za które jesteśmy odpowiedzialni), ale też wszystkie nasze choroby (choroby to skutek grzechu). Kolejne wyjaśnienie dotyczyło tego, że wolą Boga jest to, by Jego dzieci żyły w wolności nie tylko od grzechu, ale także od jego skutków czyli chorób i biedy. Jego wolą jest to byśmy byli zdrowi! Jezus przyszedł po to, by Jego owce miały życie i obfitowały (J 10,10). Ludzie z ekipy modlitewnej położyli ręce na plecy tych trzech osób, które wyszły i zaczęli się modlić. Po krótkiej chwili jedna z nich stwierdziła że ból kręgosłupa odszedł, za chwilę to samo stwierdziła druga i trzecia. Działo się to w mało spektakularny sposób. Nie działo się nic nadzwyczajnego, ale ci ludzi zostali w sposób nadnaturalny uzdrowieni! To zachęciło pozostałych uczestników spotkania, którzy mieli zdrowotne problemy. Co chwilę do mikrofonu podchodziły osoby, które składały świadectwo uzdrowienia. Tego dnia Bóg uzdrowił kilkanaście osób! Jeden z mężczyzn dziękował za uzdrowiony bark, kilka kobiet doznało uzdrowienia kręgosłupa, jednemu dziecku zniknęły skórne problemy, ktoś inny dziękował za uzdrowione kolana. Świadectwa ich uzdrowienia można znaleźć w Internecie.

Muszę powiedzieć, że dzięki temu wydarzeniu moja wiara znowu wzrosła, bo na własne oczy mogłem zobaczyć łzy szczęścia ludzi, którzy przyszli zgarbieni, kulejąc, z bólem wymalowanym na twarzy, a wychodzili wyprostowani, uradowani, szczęśliwi. Nie wszyscy jednak zostali uzdrowieni w taki sposób. Kilka osób odeszło po modlitwie stwierdzając, że ból się nie zmniejszył i problem z którym przyszli nie zniknął. Zostali jednak zachęceni do kontynuowania modlitwy o uzdrowienie. Nie wszyscy są w jednakowy sposób uzdrawiani i to też jest część tajemnicy.

W każdym razie ja też podszedłem z prośbą za mój chory kręgosłup. Konkretnie chodziło mi o zwyrodnienie w odcinku lędźwiowym. Czułem wyraźny ból, byłem okropnie zmęczony problemami życiowymi, a przede wszystkim chorobami w mojej rodzinie.
W czasie modlitwy zauważyłem, że złapałem głębszy oddech i pomyślałem: „O, jak dawno tak głęboko nie oddychałem, a po chwili poczułem, jak jakaś siła od środka prostuje mnie i odgina mnie do tyłu. I jak przed chwilą stałem pochylony, tak teraz ta siła odginała mnie do tyłu. Po chwili byłem wygięty w pałąk. W pewnym momencie musiałem się wyraźnie podeprzeć nogą, żeby nie upaść na plecy. Nie miałem wątpliwości, że to siła Ducha Świętego! Modlący się zauważyli to i zapytali czy coś się zmieniło w moim kręgosłupie. Zgodnie z prawdą opisałem co się dzieje. Otóż ból w odcinku lędźwiowym jakby zelżał, poproszony o sprecyzowanie, stwierdziłem że tak mniej więcej ból zelżał o pięćdziesiąt procentale za to wyraźnie rozbolał mnie kręgosłup na wysokości łopatek!
Ludzie ci postanowili się zatem jeszcze pomodlić. Kiedy skończyli, czułem że zeszło ze mnie całe zmęczenie i obciążenie jakie miałem na sobie przed modlitwą. Czułem spokój, lekkość, wypełniała mnie radość. Ból na wysokości łopatek tym czasem pozostał i czuję go również w chwili, kiedy piszę te słowa. I jestem pełen wdzięczności dla Boga. Ten ból przypomina mi, że przed laty, kiedy byłem studentem, zajmowałem się Piotrem, mężczyzną niepełnosprawnym, który poruszał się na wózku inwalidzkim. Był dobrze zbudowany i ważył ponad osiemdziesiąt kilogramów. Jechaliśmy pociągiem z Katowic do Krakowa. Przy zjeżdżaniu po schodkach wagonu, musiałem zgiąć się w pół, żeby bezpiecznie go odstawić na peron. Wtedy mój kręgosłup nie wytrzymał. Poczułem ostry ból na wysokości łopatek, dłonie się wyprostowały, wózek z podopiecznym spadł na cztery kółka, a ja nie mogłem się już wyprostować. Pamiętam, ból, zaskoczenie, dezorientację i pamiętam równie wyraźnie, że wtedy podeszła do mnie Grażyna, która nam towarzyszyła, wierząca dziewczyna. Zaproponowała mi modlitwę. „Pomodlę się za ciebie, Bóg cię uzdrowi”, powiedziała pewnym głosem. A ja w stanowczy sposób odmówiłem. Stwierdziłem, że „tu potrzebny jest lekarz a nie modlitwa”. Ona jednak nalegała, a że byłem dobrze wychowanym młodym mężczyzną, to dla świętego spokoju zgodziłem się. Kiedy jednak położyła dłonie na moich i plecach i głośno zaczęła się modlić, pomyślałem sobie, że robi mi obciach na środku peronu, zwłaszcza że wokół kłębił się tłum podróżnych. Zirytowany i zły powiedziałem „dosyć tego, idziemy!” Zgięty w pół i rozzłoszczony pchnąłem wózek i poszliśmy. Jakiś pierwszy napotkany lekarz przegiął mnie do tyłu, coś chrupnęło, ja mogłem się już wyprostować. Po miesiącu ból zelżał i przez całe lata odzywał się tylko sporadycznie. Kiedy w czasie modlitwy rozbolał mnie kręgosłup na wysokości łopatek, uświadomiłem sobie (Bóg mi uświadomił) że wtedy, prawie trzydzieści lat temu, tam na peronie, odrzuciłem możliwość ingerencji Boga, że wyrzekłem się Jego mocy. Mogę sobie dzisiaj tłumaczyć, że byłem bardzo młody i niedojrzały, że to efekt bólu, że nie byłem wtedy nawróconym człowiekiem. Znalazło by się jeszcze parę uzasadnień. Jedno jest jednak pewne i to dotarło do mnie z całą oczywistością: wyrzekłem się wtedy mocy Boga! Bardziej ufałem w pomoc chirurga niż Boga.

Teraz po tym doświadczeniu postanowiłem to zmienić. Przede wszystkim podziękowałem Bogu za to, że przypomniał mi o wydarzeniu, które było moim niewyznanym grzechem braku zaufania do Boga. To przez lata mogło blokować uzdrowienie mojego kręgpsłupa, o które się modliłem. W konsekwencji już przeprosiłem Go za moją niewiarę i brak ufności i poprosiłem, by zajął właściwe miejsce w moim życiu. Niewątpliwie mój duchowy kręgosłup został wyprostowany i moja wiara znowu wzrosła. Wierzę też, że ból na wysokości łopatek to dowód na rozpoczęty proces uzdrowienia mojego fizycznego kręgosłupa.

Ja oraz pozostali uczestnicy modlitwy o uzdrowienie żyjemy teraz pod wrażeniem dobra, które się zadziało, pod wrazeniem troski Boga o swoje dzieci, pod wrażeniem Jego mocy. Wierzę, że On - dobry Ojciec, chce jej używać dla dobra wszystkich. Skąd wiem, że chce? Odpowiedź jest prosta – chce, bo kocha. I nie tylko chce – On może, bo jest wszechmocnym Bogiem!
Aby się o tym przekonać, warto zobaczyć relacje ze spotkań pastora Leszka Korzenieckiego, Izy Jachimiak i ich ekipy w różnych miejscach w Polsce.
www.leszekkorzeniecki.pl
Trwa ładowanie komentarzy...