Polski papież - wielki człowiek, wielkie błędy, wielkie bałwochwalstwo

Brak prawdziwej biblijnej wiary sprzyja wierzeniom w bożki. Polski papież to taki współczesny polski bożek. Nie od dziś. Od lat. A on na to przyzwalał.

Kiedy zastanawiałem się nad tym, jak najprościej wyrazić czym jest świętość, z pomocą przyszedł mi Paweł Apostoł. W Liście do Efezjan powiedział coś, co może wywrócić do góry nogami nasz stereotyp myślenia o świętych i świętości. Efezjanie do których pisał Paweł mieli te same wady co my, byli ludźmi z krwi i kości, jak my. Do takich ludzi Paweł napisał tak: [Bóg] wybrał nas przed założeniem świata (por. Ef 1,4a). Co to znaczy? - To znaczy, że Bóg - dobry Ojciec myślał o nas, czyli o mnie i o tobie, zanim stworzył świat! Kiedy nie było jeszcze Ziemi i Słońca On myślał o nas z miłością. Tak jak rodzice, którzy oczekują narodzin ukochanego syna, ukochanej córki…
Co więcej: nasz Bóg, nasz dobry Ojciec zapragnął, jak stwierdził Paweł: abyśmy byli święci i nieskalani przed jego obliczem (por. Ef 1,4b). Ponieważ tak chciał, tak też się stało. Dzięki Jezusowi, dzięki krwi Jezusa już jesteśmy święci i nieskalani. Pod jedynym warunkiem, że zdecydowaliśmy się na skorzystanie z tego co „wypracował” Jezus. Mam na myśli decyzję wiary w Jezusa i Jezusowi. Paweł mówił z całym przekonaniem: „W Nim mamy odkupienie przez Jego krew, odpuszczenie występków według bogactwa Jego łaski (por. Ef 1,7). To jest rzeczywiście Dobra Nowina! Jej przesłanie jest następujące: Już teraz jesteśmy święci i nieskalani dzięki Jezusowi.
Często utożsamiamy wiarę z moralnością. Ale to nie jest to samo. Co innego wiara, a co innego życie moralne. Jedno z drugiego wynika, ale to nie jest to samo! Warto zauważyć, że jest wielu ludzi, którzy żyją moralnie, są dobrzy, postępują dobrze, są uczciwi, chociaż są niewierzący. Można nie wierzyć Bogu i żyć moralnie. To jest możliwe. A Jezus mówi: Ten, kto wierzy we mnie będzie zbawiony (por. J 3,15). Ten kto wierzy w Jezusa i Jezusowi będzie, a właściwie już jest zbawiony, a nie ten kto uważa się za dobrego. Wiara w Jezusa na pierwszym miejscu. Oczywiście, jeżeli uwierzysz Jezusowi, jeżeli uwierzysz w miłość Boga, jeżeli doświadczysz Jego troski o swoje życie, to też będziesz chciał kochać. Też będziesz chciał dobrze i pięknie żyć. Taka jest kolejność: najpierw uwierz, nawróć się a potem żyj zgodnie z tym w co uwierzyłeś… Święty jest ten, kto wierzy Jezusowi! Tak pojmuje świętość Biblia i tak powinien pojmować świętość cały Kościół.
Powiedzieć „chrześcijanin” i powiedzieć „święty” przez pierwsze wieki chrześcijaństwa znaczyło to samo.. S. FALVO (Przebudzenie charyzmatów, Łódź 1995) zauważył fenomen późniejszych czasów: ludzie zamiast iść własną drogą świętości zaczęli biegać poszukiwaniu „prawdziwych świętych”. I daje radę współczesnym chrześcijanom: zamiast biegać do leśnych strumyków, lepiej zaspokoić pragnienie u samego źródła. A zatem idź do źródła! Czyli do Jezusa. Tylko On jest Świętym godnym czci i On jest jedynym Pośrednikiem do Ojca (1Tym 2,5).



Myślę o tym wszystkim w kontekście kanonizacji Karola Wojtyły, polskiego papieża. Czemu ma to służyć? Już pobieżna obserwacja jego życia pokazuje, że to człowiek wielki, za którym ciągną się wielkie błędy. Te błędy dyskwalifikują jego świętość pojmowaną przez Kościół rzymski. Jednym z wymiarów tej świętości ma być heroiczność cnót. Dużo się mówi o tych błędach, nie będę wszystkich powtarzał. Wspomnę o kilku.
Najpierw o milczeniu polskiego „świętego” papieża w sprawie pedofilii. To dowód tchórzowskiego, przewrotnego myślenia. Dla „dobra Kościoła” problem krzywdzenia dzieci przez duchownych katolickich przez lata nie miał prawa przebić się do publicznej świadomości. To szczególna zasługa polskiego papieża. W czasie kiedy żył, osobiście byłem w Watykanie, by upomnieć się o wykorzystywanego przez proboszcza chłopca. Dostałem zapewnienie jednego z kardynałów, że ta sprawa nie może pozostać bez odpowiedzi. A jednak zapadło milczenie. Takie zachowanie urzędników watykańskich (duchownych) to był standard za jego pontyfikatu. Sprawę ruszył dopiero „niemiecki” papież. Papież Polak nie wiedział? Wiedział, ale specyficznie pojmowane „dobro Kościoła” było ważniejsze niż dobro krzywdzonych dzieci. Dzisiaj dowiadujemy się jak ogromna była i jest skala pedofilii w Kościele. Pomimo licznych ostrzeżeń i zastrzeżeń w 1993 roku Jan Paweł II publicznie wskazał na o. Marciala Maciela jako na przewodnika, wzór dla młodych. Tego samego, któremu Benedykt XVI nakazał rezygnację z działalności publicznej i spędzenie reszty dni na modlitwie i pokucie. Za co? Ksiądz Marcial Maciel, meksykański założyciel zgromadzenia religijnego Legion Chrystusa, molestował przynajmniej 30 dzieci i wiele kobiet, z którymi miał później potomków. Ten spaczony człowiek cieszył się przez lata szczególną przychylnością polskiego kandydata do świętości. Może dlatego, że był szczodrym donatorem? Faktem jest, że był szczodrym donatorem – osobiście, jak informowała prasa, wręczał koperty z dolarami papieżowi. O wieloletnie tuszowanie skandali seksualnych oskarżono też pięciu biskupów (Bernarda Law, Brendana Comiskeya, Josepha Symonsa, Anthony'ego O'Connella i Hansa Groëra). W 2010 roku dziennik The Times poinformował, że Jan Paweł II wstrzymywał dochodzenie w sprawie swojego przyjaciela, austriackiego kardynała Hansa Hermanna Groëra, który miał dopuścić się molestowania nawet dwóch tysięcy chłopców. The Times ujawnił też, że papież promował pewnych wyższych dostojników Kościoła mimo zarzutów, że dopuszczali się oni czynów pedofilskich. Sam Groër nigdy nie przyznał się do winy, nie rozpoczęło się również śledztwo urzędowe z powodu przedawnienia i nigdy nie spotkała go kara. Jedna z ofiar Groëra, Michael Tfirst, twierdził, że już od lat 70. powiadamiał o tej sprawie wyższe władze kościelne i że w 2004 Kościół wypłacił mu równowartość trzech tysięcy trzystu funtów w zamian za… milczenie! Ten człowiek nie miał wątpliwości, że Jan Paweł II jako jego przyjaciel i jego bezpośredni przełożony brał udział w intencjonalnym procesie ukrywania przestępstw pedofilskich.

Dowiadujemy się też, że polski papież przez lata ignorował informacje o istnieniu lobby homoseksualnego w Watykanie i Kościele. Nic nie zrobił w tej sprawie, przynajmniej nic o tym nie wiadomo, a wiadomo, że papież to władca absolutny. Zrobiłby, gdyby chciał, ale z jakiegoś powodu nie chciał. Kiedy się dzieliłem tym przekonaniem - inny z moich zaprzyjaźnionych księży katolickich zasugerował, że papież, owszem, musiał wiedzieć o tym wszystkim, ale był bezradny, gdyż był po prostu zakładnikiem systemu (watykańskiej sitwy) i że tak naprawdę nie miał wiele do powiedzenia. Nie przekonał mnie. Polski papież potrafił działać jak władca absolutny, jak satrapa, nie licząc się z nikim i z niczym. Przykładem jest powołanie na początku lat 90 na tron biskupi w diecezji Chur-Zurych w Szwajcarii niechcianego przez ok. 80% wiernych oraz cały episkopat szwajcarski biskupa pochodzącego z Opus Dei, Wolfganga Haasa. Wobec tak zdecydowanego sprzeciwu, polski papież wezwał wszystkich do posłuszeństwa i zlekceważył ich opinię. "Ten, kto wypiera się biskupa, wypiera się Boga", groził nieposłusznym szwajcarom, pozostając przy swoim nieprzejednanym stanowisku.

Chcę zwrócić przy tym uwagę na inną jeszcze rzecz. „Nie miał ręki do ludzi”, tłumaczył mi się jakiś czas temu polski ksiądz katolicki. Miał na myśli polskich biskupów, którzy w większości wyszli spod jego ręki. Ci biskupi to siermiężne chłopstwo, poza kilkoma wyjątkami. Dotyczy to nie tylko Polski. Hans Küng wyraził to tak: „Kryterium wyznaczania biskupów nie jest duch ewangeliczny czy duszpasterska otwartość, ale całkowita lojalność względem linii partyjnej Rzymu”. Konsekwencją decyzji polskiego papieża i jego osobistego przykładu ludowej pobożności, jest powierzchowna religijność ludowo-„maryjna” pozbawiona soli Ewangelii czyli odniesienia wprost do Jezusa. Maria, matka Jezusa, jak ją znam z Biblii, nie chciała by mieć z tym nic wspólnego. Ona zawsze kierowała wzrok ludzi na Jezusa, nigdy na siebie. A papież obrał zawołanie Totus Tuus – Cały Twój Maryjo! Jakby to Maria była zbawicielką świata, a nie Jezus. Efekt jest taki, że mamy rzeczywiście religijny, wierzący naród. Pytanie tylko w co wierzy, komu i w kogo wierzy?

Brak prawdziwej biblijnej wiary sprzyja wierzeniom w bożki. Polski papież to taki współczesny polski bożek. Nie od dziś. Od lat. A on na to przyzwalał. Amok po jego śmierci obnażył wiarę w papieża-ojca i obnażył sieroctwo ludzi. Wyraża się to w infantylnej tęsknocie za tatusiem. Zapewnienie Jezusa: „Nie zostawię was sierotami”, widać nie mają dla nich znaczenia. Nostalgia podsycana przez kościelną instytucję, sprawia, że pomniki rosną jak grzyby po deszczu, mamy kościoły, szkoły pod wezwaniem JPII, parki, skwery, ulice… Choć sam sobie nie życzył, jego szczątki są przerabiane na relikwie („1 stopnia”) i czczone z pietyzmem, który należy się jedynie Bogu. Pomijam już to, że czczenie włosa, złamanego zęba, czy plamy zaschniętej krwi jest czymś prymitywnym i obrzydliwym. Ubrania i rzeczy codziennego użytku papieża (to relikwie „2 stopnia”) też już posłużyły do tego bałwochwalstwa. Ale to mało. Materiały i rzeczy potarte o tamte, też się nadają do modlitwy i czci i odpustu (relikwie „3 stopnia”). Ale i to mało. Jeśli potrze się jakimś materiałem o te potarte, to otrzymujemy kolejne relikwie („4 stopnia”). Za każdym takim bałwochwalstwem idzie biznes. Pamiątki, obrazki z relikwiami, figury i figurki (niekoniecznie retoryczne) zasilają stragany całego rzymsko-katolickiego świata. Jak pomyślę o ludziach stojących w kolejce do całowania papieskiego włosa (z głowy? spod pachy?) w złotym relikwiarzu, to robi mi się niedobrze. Względy estetyczne są jednak najmniej istotne. Najbardziej odrażające jest zwiedzenie, któremu ulegają zwykli wierni. Mówiąc „zwykli”, nie myślę o nich ulgowo. Z bałwochwalstwa będą musieli zdać sprawę przed Bogiem osobiście. Biblia mówi że Bóg jest Bogiem zazdrosnym i nie pozwala szydzić z siebie: Nie będziesz oddawał pokłonu bogu obcemu, bo Pan ma na imię Zazdrosny: jest Bogiem zazdrosnym (Wj 34:14). Z odpowiedzialności za prawdę Ewangelii i z wierności Bożej prawdzie zapisanej w Biblii nie zwalnia ich bezmyślność, brak odpowiedzialności czy lekceważenie Bożego Słowa przez proboszcza, biskupa czy papieża.

Z kultu świętych żyje nie tylko instytucja Kościoła rzymskiego. Sam proces beatyfikacyjny jest nie tylko długi ale i bardzo kosztowny. Dlatego tak mało w Kościele rzymskim kanonizowanych świętych świeckich. Większość to duchowni, bo za procesy beatyfikacyjne i kanonizacyjne trzeba słono płacić. Oczywiście to rentowna inwestycja, bo po ogłoszeniu świętym, buduje się świętemu sanktuarium, produkuje się relikwie, a wtedy dochód z pielgrzymek i ze sprzedaży pamiątek i relikwii z nawiązką zwróci diecezjom czy zakonom poniesione wydatki. Tak to działa. Z kultu świętych żyją też zastępy ludzi ”świeckich”, wierzących i niewierzących, którzy je wytwarzają, sprzedają i nimi handlują. Co to ma wspólnego z chrześcijaństwem?

Jedno spojrzenie do Biblii wystarczy, by przekonać się, że to zaprzeczenie chrześcijaństwa. Zaprzeczeniem chrześcijaństwa jest kult i czczenie czegokolwiek i kogokolwiek poza samym Bogiem. Korzystanie z pośrednictwa świętych jest lekceważeniem– Jedynego Pośrednika jakim jest Jezus. Odpusty za przyczyną świętych podważają wartość i skuteczność jedynej i niepowtarzalnej ofiary Chrystusa na krzyżu. Protest Lutra miał to samo podłoże! Historia zatoczyła krąg.
Trwa ładowanie komentarzy...